Jak biegać mając dzieci? Moje patenty na godzenie biegania z pracą i trójką dzieci

„Jaaaak ty to ogarniasz wszystko?” Ech. Raz ogarniam, a raz nie, jak wszyscy 😉 Każdy z nas ma mnóstwo obowiązków i jednocześnie ograniczeń – dzieci, praca, rodzina, dieta, treningi… Kluczem jest doskonała (wyuczona) organizacja i… pomysłowość. Z niczym się nie urodziłam (jestem raczej typem roztrzepusa), natomiast wszystko wypracowałam. Poniżej wrzucam kilka moich mini patentów jak pogodzić życie z  bieganiem, które często wskakuje na ostatnie miejsce na liście priorytetów (znacie to, prawda…?). Bieganie z wózkiem? Bieganie do pracy? Bieganie nad ranem?

Masz czas dla siebie. Kiedy? Nad ranem…

Ten patent ma swoje wzloty i upadki, jest oczywiście zależny od snu dziecka w nocy, a także naszej dyscypliny – nawet nie wstawania – a wczesnego chodzenia spać. Kiedy budzę się przed 6 rano – mogę i pobiegać, i poćwiczyć w domu – czy to z YouTube, aplikacją w telefonie czy z Ewką Ch. 😊 Jeśli wyjątkowo trudno rozbudzić się do sportu – to czas na leniwą kawę, przygotowanie śniadania czy zaplanowania dnia. Muzyka i ja. Nawet, jeśli ta muzyka gra ze słuchawek, aby nie obudzić reszty domowników. Spisałam kilka patentów na poranne wstawanie, które znajdziecie tutaj: JAK BYĆ RANNYM PTASZKIEM [link]. U mnie poranne wstawanie do niedzielnych wybiegań przy Poli działało dobrze, spała po roku czasu nawet do 9 rano, z Leonem było ciężko, bo chłopak budził się dwa razy w nocy do drugiego roku życia… Z Helą przy obecnych obowiązkach i nadwyrężonym układzie nerwowym było mi trudno wpaść w rytm, ALE dziewczyna zaczęła przesypiać noce i matka zaczęła nad ranem harcować, ha!

Jogger, nasze zbawienie

Przy pierwszym dziecku zainwestowaliśmy w bardzo designerski, ładny, miejski wózek o wartości czterech joggerów 😉 Szybko się go pozbyliśmy i ściągnęliśmy pierwszy używany jogger – jakiaś amerykańska marka, nie znana w Polsce  ze Szwajcarii. Lekki jak piórko, wręcz aerodynamiczny, o kształtach bolida, teatralnie nie mieścił się do żadnego auta, nawet opasłego combi. Zostawiliśmy go i zainwestowaliśmy w joggera, ale bardziej miejskiego, składanego, który jest z nami do dzisiaj, przewiózł trójkę dzieci i ma się świetnie. Jogger-bolid powędrował na strych, a my, żeby biegać w piątkę dołożyliśmy przyczepkę rowerowo-biegową. Starszaki lądują w przyczepce, a Helenia w joggerze. Tak wyglądają treningi biegowo-siłowe 😉 W takim zestawie robimy treningi-wycieczki z przystankami. Uzbrajamy się w jedzenie, picie, mokre chusteczki antybakteryjne, cieplejsze kurtki i pieluchy (na wycieczki polecam te nowe Pampers Active Baby wyposażone w dwa razy mocniejszą osłonkę wokół nogawek – przetestowane na Heli, szczególnie przydadzą się właśnie w wózku jak pielucha jest przyciśnięta pasami, a my nie mamy możliwości na bieżąco sprawdzać „zawartości” w trakcie biegu 😉 Dzięki temu my możemy biegać bez obaw, że coś z pieluchy przecieknie, albo że Heli będzie niekomfortowo podczas dłuższego treningu). Na przystankach robimy pikniki, albo wybiegamy z obraną destynacją: PLAC ZABAW. Wtedy starszaki spokojniej i grzeczniej siedzą w przyczepce 😉 I takie wspólne treningi kocham!

Trasa DO lub Z pracy

Przetestowane połowicznie. W jednej firmie, w której pracowałam za maleńkości Leona i Poli mieliśmy w biurze wyproszony prysznic. I tylko dwa razy udało mi się zaliczyć 9 kilometrów z domu do pracy. Piszę to ze smutkiem, bo to zmarnowałam możliwość super treningów. A tak niewiele było trzeba – dzień przed treningiem zostawić w biurze rzeczy do pracy, aby móc się przebrać po treningu i wyjść z domu zaledwie 20 minut wcześniej. Obecnie mogłabym codziennie biegać z biura do domu (nie odwrotnie, bo w biurze prysznica brak) piękne i okrągłe 10 km. Jest ciężej o tyle, że muszę się dobrze poukładać logistycznie z małżonkiem (kto odbiera dzieci z przedszkola, gdzie zostawić foteliki, kto ma wyjazd w delegację, kto przejmuje Helę od niani, itd. – znacie temat). Zamierzam to wprowadzić na dniach. I dam znać.

Wyskoki z samochodu niczym James Bond

To patencik małżonka. Sprzedaję go, bo wychodzi bardzo sprawnie. Choćby tydzień temu – byliśmy umówieni na 14.00 na obiad u rodziców, on wybiegł o 13.00, ja spakowałam dzieci, wzięłam jego rzeczy, wyjechałam pół godziny później i o 14.00 byliśmy razem pod domem . Nikt nie ucierpiał, ba, nikt nie zauważył, że tata na treningu! Tymczasem tata zaliczył 16 km dłuższą trasą. Da się? Da.

Randki biegowe

Tutaj wykorzystujemy sytuację. Będąc na obiedzie u rodziców czy teściów – kradniemy moment, kiedy dziadkowe chcą pobyć sami z wnukami i fruuu dajemy biegową nogę. Jakie słodycze dziadkowe dają w tym czasie naszym pociechom – nie wnikamy 😉 Takie wspólne treningi (to jedyna możliwość pobiegania razem bez wózków) nazywamy biegowymi randkami <3 Peace, love and… running!

Bądź ze mną na:

mamaratonka-facebookmamaratonka-instagram

Sandra K.

mamaratonka.pl, czyli i mama (2x), i maratonka (7x). O tym jest ten blog, o dwóch wielkich radościach: macierzyństwie i bieganiu. Nie zabraknie tu biegowych porad, zdrowych przepisów i życiowych przemyśleń. mamaratonka.pl to miejsce dla ambitnych mam z pasją, w którym wzajemnie będziemy się inspirować, łamać konwenanse jak życiówki, trzymać dystans i żartować… A przede wszystkim wspierać w tym naszym codziennym słodko-gorzkim chaosie.