Jestem rozdarta. Przemyślenia biegacza kontuzjowanego.

Żyję w rozkroku. Z jednej strony wkurza mnie widok zakurzonych butów biegowych, a jednocześnie cieszę się, że jestem na urlopie od reżimu treningowego. Z jednej strony brakuje mi mojego biegowego „me-time”, z drugiej… „me-time” znajduję także podczas długich kąpieli w wannie. Denerwuje się, że blog jest cały zakurzony, z drugiej strony… jestem konsekwentna – skoro mam urlop w ostrym bieganiu, więc naturalnie także w prowadzeniu bloga biegowego. Nic na siłę. Ale bloga odkurzam. I za kontuzję też się biorę!

Trochę płaczę przez klawiaturę.

Chcecie poznać moje „podsumowanie miesiąca” – tak popularny wpis publikowany u moich blogowych kumpli i kumpelek? Oto on, debiutancki: od 10 września, czyli daty ostatniego maratonu przebiegłam kilkadziesiąt kilometrów. Wszystko w tempie rekreacyjnym. Każdy interwał kończył się powrotem to punktu zero. Właśnie Pan Bóg chwycił mnie za pasmo biodrowo-piszczelowe grożąc wskazującym „Daj na luz”. Nie planowałam tego negatywnego posta. Ja jestem przecież jupi, wesoła, do przodu, z dystansem. I dzisiaj trochę płaczę przez klawiaturę. Bo z jednej strony brakuje mi mocnego biegania jak powietrza… A z drugiej…

Nie-biegowy szał. Czyli w sumie trochę przestaję płakać

No nie do wiary, ile teraz innych rzeczy ogarniam! Pierwszy nie-biegowy weekend, a ja oczyściłam mieszkanie, pozbywając się 10 worów śmieci i porządkując 8 szaf. K-O-L-O-R-A-M-I ułożone ciuchy dzieci, redukcja sześciu wielkich pojemników z miksem zabawek do trzech małych pojemników wielkości pudeł na kozaki. Lego, książeczki i lalki + akcesoria. Dodatkowo rewolucja w kuchni – słoje, słoiki, słoiczki z rozpiską na spodzie jak długo gotować komosę, gryczaną, pęczak + w jakich proporcjach – taką ściągawkę także przygotuję na blogu. No po prostu perfekcja matka maratonka. Wreszcie.

Dzieciarexy, dzieciunie moje

Jako, że już mianowałam się samozwańczą Perfekcyjną Panią Domu, teraz zamierzam mianować się Perfekcyjną Matką. Każdego dnia przygotowuję z Polą zdrowe kolorowe desery: kulki mocy, domowe lody i koktajle (Pola sama kroi banany, ogóry i kiwi). Wymyślam tzw. warzywne party lub bawimy się w naukę zdrowego jedzenia. Wzięliśmy się za Polkę, patrzymy co to wysoki indeks IG (o tym w kolejnym blog poście). Z Leosiem (staram się) chodzić na spacery i chillować w imię work-life balance’u. Robimy wspólnie zaawansowane laurki, wyklejanki i malujemy farbami. Bawimy się aktywnie w Elsę i Annę (Leon jest Olafem), panią i pieska Tusię (Leon jest Azorem) lub też Króla i Księżniczkę Elenę (Leon jest trolem). Nie dzikuję w myślach planując czy pobiegnę nad ranem czy jeszcze będę mieć siły biegać o 22.00. Są plusy. Mam luz. Mam czas.

Jakość!

Ostatnio rozmawiałam z Tomkiem, ojcem małej G, z firmy, dla której razem działamy, i usłyszałam: „Wiesz, po pracy to ja jestem cały dla córki… Ten czas tak szybko leci, wiem jak bardzo będę żałował za kilka lat, jeśli tych kilku godzin nie poświęcę w całości dla niej…” Wspaniałe, dojrzałe, cudowne podejście. To nie ten szarpany czas, kiedy po 10 godzinach pracy nie dajesz rady wykrzesać z siebie resztki kreatywności, by zabawić dzieci. Zrozumiałam, że nie muszę być ultra pomysłową matką, żeby być dla dzieci NAJLEPSZA. Usiądę z nimi na dywanie, albo w ogóle położę się na nim. Pozwolę im po sobie chodzić. I po prostu będę. Calutka dla nich. Takie oto mam, nie-biegowe przemyślenia… Kontuzja też ma swoje dobre strony. Bo jak tylko wrócę do biegania, nie zmienię tych przemyśleń, ani jakości czasu spędzanego z dziećmi. Nie są ważne moje zaciśnięte, przeambitne biegowe ząbki przed każdym treningiem. Dzieci są najważniejsze. Po prostu. I to nie jest samobiczowanie, że wcześniej byłam złą mamą. To po prostu zwolnienie, nie gonienie z myślami szalonej perfekcjonistki i władczyni swojego kalendarza. Po prostu – jak tylko wrócę do biegania to przestanę tak za tym bieganiem „gonić”.

Urlop od bloga

Moje ostatnie braki blogerskie również wynikają z tego czasu nie-biegowego. Do tego zmiany – przeprowadzka na większe lokum, zmiana biura i poszukiwanie prawdziwego domu, takiego, w którym to zapuścimy korzenie na dłużej (przez ostatnie 9 lat przeprowadziliśmy się 9 razy…). Do tego, przyznam się, że tak się trochę obraziłam na bieganie… Trochę na siebie, trochę straciłam motywację… Bo o czym mam Wam pisać? Ile dzisiaj biegaczy naliczyłam jadąc do biura? ALE! Naprawiam to, bo w poczekalni mam mnóstwo tekstów, przepisów, porad. Bądźcie ze mną i zmotywujcie mnie Kochani. Potrzebuję Was…

Bądź ze mną na:

mamaratonka-facebookmamaratonka-instagram

Sandra K.

mamaratonka.pl, czyli i mama (2x), i maratonka (7x). O tym jest ten blog, o dwóch wielkich radościach: macierzyństwie i bieganiu. Nie zabraknie tu biegowych porad, zdrowych przepisów i życiowych przemyśleń. mamaratonka.pl to miejsce dla ambitnych mam z pasją, w którym wzajemnie będziemy się inspirować, łamać konwenanse jak życiówki, trzymać dystans i żartować… A przede wszystkim wspierać w tym naszym codziennym słodko-gorzkim chaosie.