Co z tą moją pasją, do cholery?! Relacja z maratonu w Mediolanie

Oto spowiedź z maratonu w Mediolanie w 270 minut. Uparłam się jak osioł. Kto śledzi bloga ten wie, że ostatnio nie biegam. Nie biegam, bo bieganie spadło na liście priorytetów. Czas na intensywne treningi wróci. I niby jestem z tym wszystkim w porządku. Niby.

Nie odpuszczę.

„Przygotowując się” do tego maratonu, zaplanowanego razem z naszymi przyjaciółmi od dawna, wyczekanego, upragnionego, zrobiłam może z 25% treningów z planu minimum. Rozsądnie byłoby po prostu z tego zrezygnować, odpuścić bieg i cieszyć się Mediolanem z lampką Prosecco w ręku. Siedząc już we włoskiej kafeterii dzień przed maratonem, mój prywatny coach – Doris, radziła: „Nie musisz robić w życiu wszystkiego na co się uprzesz, czasem dobrze jest po prostu odpuścić…” Doris mądrze mówiła, ale ja odpuścić nie potrafiłam. Wmawiałam sobie, że to będzie prawdziwa turystyka maratońska. Uparłam się na ten maraton. Wiedziałam, że mimo zakładanego turystycznego tempa, czy nawet planowanych spacerków będę cierpieć. To w końcu maraton…

mamaratonka-maraton-relacja-maratonu-sandra-kaczmarek-bieganie-w-ciąży-bieganie-z-wózkiem

Człowiek się wkurzył!

Cieszyłam się na ten bieg, ale jednocześnie gdzieś w tyle głowy, przygotowując się na to maratońskie cierpienie, samobiczowałam się wewnętrznie i miałam pretensje do samej siebie, że bieganie tak nisko spadło w moim planie dnia (i nocy). Jestem rozdarta – z jednej strony wiem przecież co się u mnie w życiu dzieje, wiem, że brak regularnego biegania nie wynika z lenistwa, jestem z tym pogodzona, ale… jednak nie jestem. To tak, jakbym prowadziła wewnętrzną walkę z samą sobą. Rozumiem sytuację, ale jednocześnie jej nie akceptuję. Ja walczę o swoją pasję, o moje bieganie, które tak kocham, które tak oczyszcza moją głowę… A ten maraton miał być prywatną drogą krzyżową.

270 minutowa spowiedź

270 minut. Dokładnie tyle czasu spędziłam na przepięknej trasie maratonu w Mediolanie. I rzeczywiście, do około 30. kilometra biegłam w moim „happy pace”, a przez cały maraton nie przekroczyłam 155 HR. Planując – nazwijmy – strategię biegu brałam pod uwagę spacery na trasie i PIT STOPy przy punktach żywieniowych. I rzeczywiście, przebiegłam i przemaszerowałam ten bieg zgodnie z przyjętą wcześniej strategią. Ba, skusiłam się nawet na włoskie ciasteczko na 35. kilometrze! Maraton jest zawsze tak intensywnym czasem z samym sobą, tak przerażająco skondensowanym, że zawsze po biegu, myśląc o jego początku, mam wrażenie, że wystartowałam co najmniej wczoraj. W Mediolanie spędziłam ze sobą wyjątkowo długi czas – 270 minut, czyli 4h 30 minut. Moja głowa buzowała. Przez cały ten czas rozmyślałam o wszystkim, ale głównym przesłaniem był powrót do regularnego biegania. Wiem, ile radochy daje mi bieganie – ile zdrowia, dobrego samopoczucia, satysfakcji… Męczyłam się i obiecałam, że bieganie znów wróci do codziennych czynności, takich jak praca, gotowanie, dzieci itd. A jak nie wróci to zamykam bloga. Peace!

Sandra

mamaratonka.pl, czyli i mama (2x), i maratonka (7x). O tym jest ten blog, o dwóch wielkich radościach: macierzyństwie i bieganiu. Nie zabraknie tu biegowych porad, zdrowych przepisów i życiowych przemyśleń. mamaratonka.pl to miejsce dla ambitnych mam z pasją, w którym wzajemnie będziemy się inspirować, łamać konwenanse jak życiówki, trzymać dystans i żartować… A przede wszystkim wspierać w tym naszym codziennym słodko-gorzkim chaosie.

  • Kochana, dobrze wiem o czym mówisz. Chciałoby się ale nie da się, wiesz co ważne ale na to niby mniej ważne, choć dalej ważne, też chcesz mieć czas, a doby nie wystarcza. Oj ja też przeżywałam ostatnio frustrację, próbuję to jakoś ze sobą przepracować i ogarnąć ale tylko chciałam dać znać że rozumiem. I wierzę w nas że damy radę. Jakoś 🙂 kto jak nie my 😉 buziaki i gratuluję samozaparcia!

  • Aleksandra Daniszewska

    Mam gęsią skórkę jak zawsze… <3 jesteś KOTEM. Wielkie wielkie LOWE.