Dlaczego chcę rzucić maraton?

Przeklinam dzień, kiedy wpadłam na pomysł, żeby blog miał w nazwie słowo „maraton”. Ghhh. Ostatnie moje treningi, o ile w ogóle do nich dochodzi, są bardzo pod górkę. I tego cholernego gradientu nie potrafię wyzerować. Wierzcie mi – tu nie chodzi o brak wewnętrznej determinacji. Tu chodzi o moje życie. Życie na gradiencie.

Kilometrażu, daj się policzyć

My, biegacze, kochamy mieć wszystko poukładane – siła biegowa we wtorki, interwały w czwartki, wybiegania w niedziele. W tej czy innej konfiguracji, ale temat znany, hm? Skrzętnie zapisany trening w endomondo, czy innych pamiętnikach biegowych, obliczanie statystyk z analizą kilometrażu w skali tygodnia, miesiąca, roku. To też znamy, co? A jak nam się nie chce biegać, to przeglądamy te statystyki z rozrzewnieniem i tęsknotą. Nie mam głowy do liczb, ale te biegowe to jakby inna działka matematyki. Te cyfry sprawiają mi dziką przyjemność!

mamaratonka-sandra-kaczmarek-bieganie-w-ciąży-bieganie-z-wózkiemPredyspozycje

Spotkaliśmy się z Kamilem trenerem na rozpisanie treningów do wiosennego maratonu. Kamil nie oszczędzał liczb. Szastał kilometrami na prawo i lewo, codziennie coś. Nie ma dni wolnych. – Kurde słuchaj, Kamil… A może ja mam predyspozycje do średnich dystansów, zastanawiałeś się? Te maratony to jak po grudzie mi idą, a dyszki mocno się wyróżniają na tle czasów z maratonów… Wierciłam dziurę Kamilowi. – Wszystkie te czasy zrobiłaś po treningu maratońskim – skwitował krótko Kamil trener. Po prostu ten maratoński, treningowy kilometraż mnie przerażał… I znów – tu nie chodzi o to, że nie chce mi się biegać. Tu chodzi o moje życie.

Więc co z tym życiem…?

Zanim stałam się mamą, mogłam wszystko zaplanować i naprawdę trzymać się planu. Miałam pełną kontrolę nad swoim życiem, byłam jego panią, szefową i królową z berłem i koroną na głowie. W grudniu 2013 roku odebrano mi berło. Zostało przejęte przez Polę, moją córkę pierworodną. Oddałam je z przyjemnością i z miłością, godząc się na stratę pewnej części kontroli. Treningi biegowe z jednym dzieciątkiem przypadającym na dwóch rodziców wychodziły bardzo sprawnie. W kwietniu 2016 roku oddałam także koronę. Z jeszcze większą przyjemnością i miłością. Jednak zamek został przejęty, a królestwo oddane…

bmw-polmaraton-praski-mamaratonka.pl-bieganie-w-ciąży-bieganie-z-wózkiem

Oddajcie moją koronę i berło!

Pamiętam doskonale pierwsze tygodnie Leosia w domu. Do jego przyjścia na świat wszystko musiało chodzić jak w zegarku: śniadania w niedzielę o 9.00 rano, przy obficie zastawionym stole, z pięknie wysprzątanym mieszkaniem. Ciuchy w szafie poukładane w kostkę, dobrane kolorami. Każda rzecz na swoim miejscu. Buty w rządku. Pościele wygładzone. Z jedną Polką to się udawało. Było ciężko, ale się udawało. Bieganie także wychodziło. Z przyjściem Leosia na świat oficjalnie straciłam kontrolę.

mamaratonka-sandra-kaczmarek-bieganie-w-ciąży-bieganie-z-wózkiem

Fot. Nianiusia aka Mania

Mamusia, do kąta!

Pamiętam doskonale scenę, kilka dni po powrocie z Leosiem ze szpitala. Resztkami sił po nieprzespanej nocy próbowałam ustawić rodzinę przy stole. Nie udawało się. W końcu podniosłam głos, błagalnie krzycząc, żeby wszyscy w końcu się zeszli do stołu. I usłyszałam z ust Poli – Mamusia, nie ładnie się zachowujesz, proszę iść do kąta! Tak jak stałam, tak się… rozpłakałam. Sama już nie wiem czy ze śmiechu czy z niemocy. Wtedy poczułam, że straciłam kontrolę i zdałam sobie sprawę, że przez kolejne kilka lat już nigdy nie będzie tak jak ja tego chcę, tu i teraz. Nie ma co gór przenosić. Dzisiaj dzieci nas pragną, jutro będziemy obciachowymi rodzicami, którzy próbują dać buziaka na do widzenia. Dzisiaj chcą się do nas przytulać, walczą o naszą uwagę, jutro… my będziemy walczyć o ich uwagę. Ten czas tak cholernie zasuwa… Jest jak jest. Dzisiaj nie pobiegam? Pobiegam jutro, za tydzień, za rok? Nieważne. Jeszcze będzie na to czas. Teraz odkładam idealne planowanie na półkę. Po prostu jest, jak jest. I jest pięknie!

mamaratonka-sandra-kaczmarek-bieganie-w-ciąży-bieganie-z-wózkiem

Sandra K.

mamaratonka.pl, czyli i mama (2x), i maratonka (7x). O tym jest ten blog, o dwóch wielkich radościach: macierzyństwie i bieganiu. Nie zabraknie tu biegowych porad, zdrowych przepisów i życiowych przemyśleń. mamaratonka.pl to miejsce dla ambitnych mam z pasją, w którym wzajemnie będziemy się inspirować, łamać konwenanse jak życiówki, trzymać dystans i żartować… A przede wszystkim wspierać w tym naszym codziennym słodko-gorzkim chaosie.

  • Renata RE NE Bieniewska

    💟 piękny blog, trochę poczytałam i widać że nie są to byle jakie wpisy a wręcz przemyślenia życiowe mądrej i inteligentnej kobiety, która mimo swego młodego wieku jest bardzo dojrzała.
    Może za bieganie złota nie było ale za życie się należy 😊🏅Gratuluję 🎊

  • Tatiana Niemczyk

    uwielbiam realistyczne wpisy, po prostu jest jak jest….i w tym jest moc -moc akceptacji.

  • Jeszcze przyjdzie czas na realizacje Twoich marzeń, teraz jak sama napisałaś jest czas dla dzieci, dobrze że nie chcesz tego stracić! Pozdrawiam

  • Czego to nie robi się dla dzieci 🙂 Trzeba się nimi cieszyć jak najdłużej <3

  • Gosia

    niestety nie jestem jeszcze mamą , ale maratonką i owszem 🙂 kiedy zaczynałam swoją przygodę z bieganiem też najważniejsze były dla mnie plany liczby i wyniki. Owszem dawało mi to niesamowitą satysfakcję ,oczywiście, że cieszyłam się ( i nadal niesamowicie się cieszę ) jeżeli udało mi się zrobić życiówkę, ale w pewnym momencie zrozumiałam, że jestem więźniem tych cyferek. Doskonale pamiętam, biegłam wtedy mój pierwszy maraton górski, przebiegłam go w czasie o godzinę dłuższym niż zakładałam i ku mojemu zdziwieniu, oprócz radości jak to zawsze na mecie maratonu 🙂 i lekkiego niezadowolenia ( pewnie, że było) zrozumiała, po co ta spina? po co coś zakładać? Ktoś może uznać, że jestem mało ambitna, że wystarczy mi bylejakość biegowa ( a i z takimi opiniami się spotkałam) ale skoro to daje mi radość to czemu nie. Pewnie, że chciałabym biegać szybciej lepiej mocniej, ale nie to jest dla mnie najważniejsze. Bieganie ma być dla mnie zabawą. Uwielbiam maratony, biegam je zdecydowanie gorzej niż bym mogła gdybym realizowała swoje plany treningowe, codzienne bieganie, siłka i inne aktywności. Ale odpuściłam, nie trenuje codziennie, biegam kiedy mam na to ochotę, nie czuje przymusu i dlatego nie znienawidziłam biegania i nie muszę wybierać :bieganie czy inne czynności ( Jak pisałam na początku nie mam dzieci i dlatego mi jest łatwiej o milion procent, bo zdaje sobie sprawę, że bycie Mamą to najważniejsza, najtrudniejsza i najbardziej odpowiedzialna rola na świecie, i mega szacunek, że łączysz to z bieganiem). Dlatego każdy start to dla mnie święto i pomimo wyników ( chodz im szybciej tym lepiej 😀 ) czerpie z tego ogromną radość. Z mojej perspektywy widzę, że do biegania maratonów nie są potrzebne codzienne treningi i przeliczone kilometry z dokładnością szwajcarskiego zegarka. Potrzebne są chęci ( chodź treningi oczywiście też :D) , samozaparcie i uśmiech na twarzy, a te 42 km jakoś się biegnie. Jeżeli chcesz biegać dyszki połówki: biegaj 🙂 chodź jak wszyscy dobrze wiemy maraton uzależnia 🙂 Chciałam Cie tylko prosić o jedno, nawet jeżeli na jakiś czas odpuścisz sobie maratony, nie odpuszczaj sobie bloga 🙂 Proszeeee 🙂 Pozdrawiam Cie mega i całą Twoją wesołą gromadkę 🙂

  • Laura Aleksandra Jada

    TAK NAPRAWDĘ WRAZ Z MACIERZYŃSTWEM KOŃCZY SIĘ TWOJE ŻYCIE: JAK NIE MASZ ANI JEDNEJ BABCI, CIOCI, NIC, TO STAJESZ SIĘ KUCHTĄ I SPRZĄTACZKĄ I TO NA KOLEJNE DŁUGIE LATA…a jak będziesz wolna, to siła nie ta..:(