Życie w biegu: NIC NA SIŁĘ!

Statystyki biegowe mają się następująco: od 11.11.2016, czyli od Biegu Niepodległości do dzisiaj, przebiegłam, uwaga… 74 kilometry. Wstyd. Moje życie w biegu pokazało mi TEN palec…

Ambitne plany…

Po Biegu Niepodległości, czyli około 3 miesiące temu, spotkałam się z trenerem Kamilem. Sumiennie wypisał plan treningowy pod maraton w Mediolanie. Wtedy plan był ambitny: 5-6 treningów tygodniowo, siła – nie od święta, a 3 razy w tygodniu, zdrowe jedzenie i łamanie 3h30 w kwietniu… Ambitnie.

sandra-kaczmarek-bieganie-w-ciąży-mamaratonka-mamaratonka.pl

Czas szarpany

W trakcie spotkania, Kamil trener podpytał jak ustawiam sobie życie biegowe. W trzech zdaniach zdałam relację z ostatnich trzech lat biegania – pierwsze biegi jak Polka miała 4 miesiące, ciągłe baby-turbulencje, czas biegowy „szarpany”, czyli jak się uda to biegam – nad ranem, w ciągu dnia, po nocach… Łatwiej było, kiedy nabyliśmy wózek biegowy. Następnie powrót do pracy. Znów szarpanina. Próbowałam nawet biegać 9 km w jedną stronę do pracy, ale… te dress code’owe kiecki, szpilki, laptop brany do domu sprawiły, że nie potrafiłam tych work-biegów usystematyzować. Ale biegałam, często biorąc Polkę do kącika z nianią do ulubionej siłowni TI na Ursynowie (reklamuję, bo to super miejsce dla mam, z [teraz powiększonym!] kącikiem dla maluszków z nianią). Polka nie chodziła wtedy do przedszkola, więc na hasło „siłownia” skakała pod sufit z radości, spragniona towarzystwa dzieci. Dodatkową opcją były biegi z joggerem. Jakoś się trenowało…

Następnie do „drzwi życia” zaczął pukać Leon. Jak tylko dostałam medyczną zgodę, że mogę biegać – biegałam całą ciążę, wyciskając każdy dzień spędzony z Polą jak cytrynkę. Przez te około pół roku wszystkie moje dzieci miałam na co dzień przy sobie – jedno w brzuchu, drugie „pod ręką” w joggerze. To był wspaniały, cudowny czas…

sandra-kaczmarek-bieganie-w-ciąży-mamaratonka-mamaratonka.pl

Leoś wykluł się na wiosnę, Polka zaczęła chodzić do przedszkola i organizacja czasu na bieganie była stosunkowo łatwa – kupiliśmy kolejnego joggera dla Lolka, a do dyspozycji miałam park z gładkimi jak lodowisko ścieżkami biegowymi w odległości 200 metrów od naszego mieszkania. Biegałam ostrożnie, regenerując się po porodzie, ale w końcu regularnie.

Zawirowania 2017

Kończąc historię – nadszedł w końcu krótki (mam nadzieję) czas, kiedy po prostu naprawdę przestałam biegać. I to właśnie ten czas od listopada… Pokrótce: sprzedaliśmy mieszkanie, znaleźliśmy nowe, przeprowadziliśmy się. Do garnka dodaję kilka ostrych infekcji dzieci, klasyk – zarażanko jeden przez drugiego. Plus permanentne niewyspanie, ząbkowanie u Dziecka nr 2, koszmary i nocne przytulanie u Dziecka nr 1. Kurs na instruktora lekkiej atletyki… No i zawodowe kwestie, najbardziej intensywne – szkolę się, dłubię, przygotowuję na niebawem kończący się urlop macierzyński. To kosztuje mnie tyle energii, że każdą wolną chwilę przeznaczam właśnie na to. Pierwszy raz od lat bieganie zeszło tak nisko na liście priorytetów. Narzekam, ale ja kocham moją robotę. Jestem PRowcem, kocham media, i te tradycyjne, i społecznościowe. Uwielbiam tworzenie nowych brandów, podkochuję się w szeroko rozumianej komunikacji – i tej marketingowej, i rodzinnej, wszelakiej… Ale! Wracając do biegania… W trakcie biegania przychodzą do głowy najbardziej kreatywne pomysły! Serio, bieganie jest niesamowicie kreatywne, bo bieganie to moja oczyszczalnia myśli, mój czas, moja muzyka, moje książki…

Nic na siłę!

Dobrnęłam do końca tej historii. Morał: nic na siłę. To właśnie to, o czym wspomniał Kamil trener, genialny gość, który zajmuje się i Twoimi nogami (dosłownie), i Twoją głową. Bo jeśli nie ustawisz życia pod bieganie, rodziny, pracy… Lub Twoje życie wygra z bieganiem – nie idź pod prąd. Po prostu to taki czas. Zaakceptuj go i  nie frustruj się, nie zadręczaj. Czas, który minie, prawda? Twoja pasja nie może stać się obowiązkiem. Nie ten maraton, to inny… Nie ma takiej możliwości, żeby nie wrócić do ukochanego biegania. Nie ma takiej możliwości, żeby nie wrócić z czystą głową, czasem i dobrze zorganizowanym życiem.

Ale na spokojnie, Kochani, nic na siłę.

Sandra

mamaratonka.pl, czyli i mama (2x), i maratonka (7x). O tym jest ten blog, o dwóch wielkich radościach: macierzyństwie i bieganiu. Nie zabraknie tu biegowych porad, zdrowych przepisów i życiowych przemyśleń. mamaratonka.pl to miejsce dla ambitnych mam z pasją, w którym wzajemnie będziemy się inspirować, łamać konwenanse jak życiówki, trzymać dystans i żartować… A przede wszystkim wspierać w tym naszym codziennym słodko-gorzkim chaosie.

  • Bardzo fajny wpis, lekko się go czytało i przede wszystkim bardzo motywujący do działania i przemyślenia swoich priorytetów. Nie zawsze warto cisnąć. 🙂 Ps. Podobno właśnie w marcu wraca największa motywacja do powrotu do sportów i organizowania swojego życia 😉

  • Świetny tekst! 😀 dokładnie mam to samo. Treningi i bieganie do listopada wg harmonogramu, a od listopada, non stop infekcje, i jakoś tak brak czasu. Ale od jakiś dwóch tygodni wracam na właściwe tory! Pozdrawiam 😀

  • Dorota na przedmieściach

    Na wszystko w życiu jest czas i priorytety też się zmieniają 🙂 Trzymam kciuki za poukładanie się wszystkiego tak jak dla Ciebie i rodzinki najlepiej. Maratony będa a dzieciaki urosną momentalnie – szkoda stracić te chwile
    pozdrawiam

  • Karla

    Juz myślałam, ze tylko ja mam „kryzys” w bieganiu. Ten czas kiedy jedna część głowy mowi pójdę biegać, a druga nie bo mam katar, nie bo zimno, nie bo tyle jest do zrobienia….