28. Bieg Niepodległości w Warszawie – relacja i zdjęcia

„(…) Postanowiłam, że walczę do końca. Trzymałam pion, oddychałam miarowo, w końcu przyspieszyłam. Bez względu na wynik czułam, że to mój bieg. Najbardziej dojrzały ze wszystkich. Nie zrywałam, nie przeklinałam i nie patrzyłam na kibiców oczyma psa na deszczu „proszę, uratuj mnie…” – 28. Bieg Niepodległości w Warszawie – relacja.

Początkowo plan był taki, że będziemy biec z moim M razem. Dzieci miały zostać z nianią, my mieliśmy cisnąć. Później do naszego planu dołączył znajomy z długimi i szybkimi nogami. Działało to na mnie motywująco, bo – wybaczcie panowie – nic bardziej mnie nie kręci jak ucieranie nosa facetom. Szczególnie tym, którzy w kobiecą parę w nogach nie do końca wierzą i traktują nas protekcjonalnie. Mój M wierzy, ale… nadal jest mężczyzną 😉 Finalnie plany nie wyszły. Niepodległy bieg był samotny od startu do mety.

Ja i Pola z Leonem w brzuchu podczas 27 Biegu Niepodległości w Warszawie w 2015 roku

Ja i Pola z Leonem w brzuchu podczas 27 Biegu Niepodległości w Warszawie w 2015 roku

Jaki śnieg?!

Wyszłam z klatki, jak człowieka nie zawiało, jak człowiekiem nie rzuciło na tym śliskim chodniku! Gdy zobaczyłam śnieg, moje i tak słabe krążenie zbuntowało się do końca, a ja skostniałam. Wsiadłam do auta i zadzwoniłam do Dagi, biegowej siostry, z którą najważniejsze starty biegłam zawsze ramię w ramię. „Szkoda, że ten śnieg… Yyy… To znaczy nie ma żadnego śniegu!” – słyszę. Rozmawiałyśmy o strategii biegu, o tym, jak się czułam i o tym, że… nie bardzo wierzę, że cokolwiek ubiegnę. Roztrenowanie zamiast 12 listopada, czyli dzień po ostatnim starcie w sezonie, rozpoczęło się miesiąc wcześniej, zaraz po maratonie w Poznaniu. A to chyba nie najlepiej wpłynie na bieg. Plus choroby dzieci. Plus anemia. Plus jesień. Plus niewyspanie, bo półroczny Leon zabawia się w noworodka, budząc się ostatnio co 2 h… Daga poklepała mnie po plecach przez łącza, zmotywowała i zakazała dzwonić, dopóki nie zemdli mnie na trasie. Yhym.

Ćwiartka

Tak szybko minęła, że nie ma o czym pisać. Wystartowałam ze średnim tempem 5’40” z III strefy, po Bożemu. Czułam moc, chciałam złapać tempo, ale większość mojej uwagi zajmowało sprytne wymijanie. Tu dygresja – popieram akcję Aktywnej Warszawy mierz siły na zamiary” – cała witryna www.aktywnawarszawa.pl była naszpikowana filmami z udziałem znanych biegaczy… W akcji udział wzięli m.in. Beata Sadowska, Mariusz Giżyński, Paweł Januszewski… Wszyscy prosili, aby zawodnicy ustawiali się w swoich strefach czasowych. I nagle na środku trasy biegacze zaczęli odbijać na prawo, na lewo… A tam zawodniczka biegnąca tempem 7’0″… Dokładam teraz trzy grosze do akcji i apeluję, aby korzystać z komfortu stref – dać innym biegać swoim tempem, a także nie czuć się głupio, kiedy jest się masowo wyprzedzanym. Czy to nie deprymujące?

28-bieg-niepodleglosci-mamaratonka-sandra-kaczmarek-10km-zyciowka-zdjecia

Połówka

„Kamil trener mówił, oby do siódmego kilometra, oby przetrwać podbieg… Kamil mówił…” To była moja odtrenerska mantra, którą powtarzałam w głowie już od 3. kilometra. Trzymałam tempo, oddychałam głęboko i miarowo. „Przetrwaj drugi podbieg i grzej co sił z zamkniętymi oczyma”. Paradoksalnie, szczególnie na treningach tempowych, jak już nie mogę wytrzymać – nie mogę doczekać się zmiany tempa na szybsze, żeby coś się zadziało, żeby na nowo oswoić się z szybkością. Biegłam i czekałam na zbieg po siódmym kilometrze.

„Kamil trener mówił, oby do siódmego kilometra, oby przetrwać podbieg… Kamil mówił…”

Podbieg

„Skróć krok, mocno pracuj rękoma” – to rada Iwony Lewandowskiej, z którą biegłam półmaraton w 2015 roku ramię w ramię, w ciąży z mikro-Leosiem w brzuchu. Takie szczęście konia, że trafiłam na Iwonę, która była zającem na dwie godziny. Dzień wcześniej dowiedziałam się, że jestem w ciąży, dlatego odpuściłam gonienie za życiówką i w nagrodę dostałam Iwonę. I właśnie ona była” dzisiaj ze mną na niepodległym podbiegu. Zbiegałam na łeb na szyję, lubię zbiegi, nie boję się ich, nadrabiam i odpoczywam. Kryzysu nie było. Trzymałam tempo, było dobrze.

 28-bieg-niepodleglosci-mamaratonka-sandra-kaczmarek-10km-zyciowka-zdjecia

Ostatnia prosta

Biegnąc, starałam się przyspieszyć, wydłużyć krok. Ja z tych biegających szpagatami chyba, o długim kroku. Nie kupuję super wysokiej kadencji, może kiedyś do tego dojrzeję. Albo kadencja sama przyjdzie przy odpowiednim tempie. Póki co moja biomechanika jest ponoć okej, tego się trzymam. Pracowałam nad techniką dwa lata temu, ten temat kiedyś opiszę szerzej, w innym poście. Wracając do biegu – zaczął się ten czas, kiedy co 100 metrów zerkasz na zegarek. Przywołałam się do porządku. Nadszedł ten moment, że puściłam stabilność, zaczęłam się wić jak wąż. Kryzys trwał jakieś 10 sekund, wróciłam do pionu karcąc się w myślach. Pozostało jeszcze tylko kilkaset metrów! Patrzyłam na metę, zerkałam na zegarek. Życiówka z 2015 tuż sprzed ciąży to 46’52″… Nie miałam szans złamać tych przeklętych 46 minut… Postanowiłam, że walczę do końca. Trzymałam pion, oddychałam miarowo, w końcu przyspieszyłam. Bez względu na wynik czułam, że to mój bieg. Najdojrzalszy ze wszystkich. Nie zrywałam, nie przeklinałam i nie patrzyłam na kibiców oczyma psa na deszczu „proszę, uratuj mnie…”.

28-bieg-niepodleglosci-mamaratonka-sandra-kaczmarek-10km-zyciowka-zdjecia

Finisz

Zatrzymałam Garmina i zobaczyłam 46’15”. Sama już nie wiedziałam gdzie na starcie, trasie, mecie był ustawiony odbiornik pomiaru czasu. Ale na pewno różnica nie wyniosła -16 sekund, żeby pękło to 46 minut. No trudno. Wiedziałam, że nie wykonałam odpowiedniej pracy do tego biegu, odpuściłam walkę po tym jak dwa maratony kompletnie wyssały mi energię z mięśni. „Rozprawię się z tymi 46 minutami w nowym sezonie…” – myślałam. Zadzwoniłam do Dagi, zdałam relację… „No a może rzeczywiście za szybko tego Garmina włączyłaś? Może złamałaś 46 minut i masz 45’59”? To by było takie w twoim stylu!” [łamanie 50 min na 10 km zakończyłam sukcesem z wynikiem 49’59” – przyp. red.]. Co się pośmiałyśmy to nasze, ale… NO WAY, Daga, no way.

SMS

Przyjechałam do domu i cały czas czekałam na wiadomość z dokładnym wynikiem. Czułam lekki niedosyt, myślałam o tym, że w bieganiu najpiękniej smakują pierwsze życiówki, pierwsze starty 🙂 W końcu dostałam SMS… Spojrzałam na ekran telefonu, zaczęłam skakać i w tych podskokach aż się popłakałam z radości. Złamałam 46 minut! Rzutem na taśmę, czyli w 100% w moim stylu 😀 Kończę sezon z życiówką 45’58„!
28-bieg-niepodleglosci-mamaratonka-sandra-kaczmarek-10km-zyciowka-zdjecia

Bądź ze mną na FACEBOOKU & INSTAGRAMIE 

Sandra

mamaratonka.pl, czyli i mama (2x), i maratonka (7x). O tym jest ten blog, o dwóch wielkich radościach: macierzyństwie i bieganiu. Nie zabraknie tu biegowych porad, zdrowych przepisów i życiowych przemyśleń. mamaratonka.pl to miejsce dla ambitnych mam z pasją, w którym wzajemnie będziemy się inspirować, łamać konwenanse jak życiówki, trzymać dystans i żartować… A przede wszystkim wspierać w tym naszym codziennym słodko-gorzkim chaosie.

  • Dagmara Kumor

    Nigdy nie mów NO WAY ;)) <3 Piękny koniec pięknego sezonu!