Maraton, czyli K-2 w zimowym podejściu. Wyznanie mamy maratonki

Zapraszam do lektury przeuroczego biegowego wyznania mojej… No właśnie, kogo? Na pewno nie teściowej, konotacje tego słowa są okrutne… Autorką poniższego gościnnego wpisu jest moja druga mama, osoba bardzo mi bliska, którą szczęśliwie nabyłam w pakiecie z małżonkiem. Natomiast moja mama-mama, zapytana o maratony, momentalnie przechodzi w tryb przedzawałowy… O co chodzi z tymi mamami? Wasze mamy też robią tyle zamieszania wokół biegania? PS. Jedno jest pewne – jeśli kiedykolwiek Pola będzie chciała przebiec maraton, ma mój kategoryczny zakaz 😉

Kat. 60 plus

Mama maratonki czy maratończyka to na ogół osoba kategorii 55 plus, czyli w samym środku upierdliwej menopauzy. To osoba bardzo wszystko przeżywająca i zamartwiająca się o swoje dzieci. Najczęściej bez powodu. Ja natomiast należę do kategorii 60 plus, czyli jeszcze bardziej widzę wszystko w kolorze głębokiej czerni. Nie wspomnę nawet o tacie maratonki, czy maratończyka, reprezentującego kategorię 65 plus, który nie wiadomo dlaczego opieprza mnie, że się martwię o bzdury. Finalnie martwi się jeszcze bardziej, mimo tego, że wspomniana menopauza go nie dotyczy. Dodam jeszcze, że jesteśmy rodzicami od zawsze aktywnymi fizycznie i oboje wiemy, jakie duże znaczenie ma dla ludzi ruch i sport w ogóle, natomiast MARATON jawił nam się jak K-2 w zimowym podejściu.

Komuno, wróć!

Wiadomość o pierwszym maratonie Sandry w roku 2014 otrzymaliśmy będąc na lekkim rauszu. Spędzaliśmy akurat czas z przyjaciółmi i rodziną na dużej przebieranej imprezie pt. „Komuno wróć!” w Poznaniu. Około północy, w samym środku wspaniałej zabawy, podeszły do nas nasze dzieci i oświadczyły, że już muszą opuścić imprezę, bo jutro rano Sandra biegnie MARATON. I to w Warszawie, 300 km stąd. To był strzał w przeponę… Moje nogi się ugięły (przypominam, że miałam w sobie trochę wina). Mimo to, włączyło się myślenie: nie dość, że musi dojechać do Warszawy, jakoś wypocząć, to jeszcze o 9:00 stanąć na starcie i jakoś przebiec te 42 km z okładem… No zwariowała doszczętnie, zwariowała!!! Na zimno pomyślałam, że nie jest w stanie tego zrobić. Po prostu zejdzie z trasy i w końcu sobie „odpocznie” i nie zamęczy się na śmierć. „OKEJ. Będzie dobrze”. Z tą optymistyczną ratunkową myślą bawiliśmy się dalej.

mamaratonka-sandra-kaczmarek-bieganie-maraton-blog

Impreza „Komuno, wróć!”

Zatem PIERWSZY – myślę, że najtrudniejszy dla rodziców MARATON przeżyliśmy w dużym znieczuleniu, nie tylko czasowym. Kolejny, barceloński MARATON przełknęliśmy dużo łatwiej – jakby już zrozumieliśmy, że jest to rzecz do przeżycia – chociaż licho nie śpi. Poraziła nas jednak wiadomość o DWÓCH MARATONACH w ciągu DWÓCH TYGODNI (Warszawa i Poznań). Demony powróciły… Jak ona da radę? Co z jej organizmem? Co z pokarmem dla Leona? Co z siłami, które mieć musi dla dwójki dzieci? Dzieci, które dają czadu, mimo, że Maciej ją bardzo wspiera…? Martwiłam się bardzo. Nie będę się tutaj wymądrzać na temat częstotliwości biegania maratonów, ale z pewnością taki bieg co DWA TYGODNIE to… MASAKRA.

A jednak przeżyła!

Teraz po tej MASAKRZE czuję dużą ulgę. Dała radę, jest niesamowita. Nasza Sandra… Baby nie tylko mają skądś tę siłę, która promieniuje dalej – na nas rodziców, na tych co czekają na mecie, a nawet na tych przed telewizorami. Trudno o większy paradoks, że po tak wyczerpującym biegu, to rozpierające szczęście daje jej wielkiego kopa do wszystkiego. Wtedy myślę sobie: warto było ją wspierać i udawać, że nie martwię się tak bardzo.

mamaratonka-sandra-kaczmarek-bieganie-maraton-blog

Mama numer dwa, szczęśliwie nabyta w pakiecie z małżonkiem

Mamuśki, łączmy się!

Zatem mamuśki maratonek zaawansowanych i początkujących w szczególności – łączcie się, wspierając te swoje DYNAMITKI w każdym dniu przed i po. Zróbcie dla nich od czasu do czasu pyszny obiadek, wstańcie wcześniej i przejmijcie dzieci, żeby młode mamy sobie pospały, wyślijcie je na kilka godzin na pogaduszki do przyjaciółek (bez dzieci!) lub do kina z mężem. Sprawiona im przyjemność wróci do Was ze zdwojoną siłą! Szczęście w oczach córki, czy synowej nie ma ceny… Zapewniam Was o tym.

Mamuśka 60 plus

pola-63

Sandra K.

mamaratonka.pl, czyli i mama (2x), i maratonka (7x). O tym jest ten blog, o dwóch wielkich radościach: macierzyństwie i bieganiu. Nie zabraknie tu biegowych porad, zdrowych przepisów i życiowych przemyśleń. mamaratonka.pl to miejsce dla ambitnych mam z pasją, w którym wzajemnie będziemy się inspirować, łamać konwenanse jak życiówki, trzymać dystans i żartować… A przede wszystkim wspierać w tym naszym codziennym słodko-gorzkim chaosie.

  • Wspaniały i inspirujący wpis 😀

  • Dagmara Kumor

    Wspaniały tekst! Wspaniała mama-mama! Pozdrowienia 🙂 Ah te mamy, zaraz wysyłam ten wpis mojej mamie, która maratony komentuje „rozumiem żeby sobie pobiegać…no ale po co aż tak daleko” a ultra po prostu wypiera i NIE komentuje. Dopiero po słyszę ulgę w głosie i „dobrze, że dobiegłaś” 😉 Pewnie zrozumiem kiedy zostanę mamą…mamą dzika 😉