Sama dzieci nie zrobiłam! O fazach w związku z (niebezpieczną?) przerwą na dzieci

Każda para przechodzi różne fazy w związku. W pierwszej jesteśmy zakochani, patrzymy w tym samym kierunku, snujemy wspólne plany. Całujemy się często, przytulamy bez powodu, świergoczemy i stajemy na głowie, starając się codziennie czymś zaskakiwać. Następnie, jeśli tylko jesteśmy tradycyjną parą, przechodzimy do fazy numer 2, bierzemy ślub i stajemy się „państwem”. Emocjonalnie raczej mało co się zmienia. Nadal ćwierkamy, ale już legalnie. Jako statystyczni państwo Kowalscy, razem ze zmianą statusu sprawiamy sobie także kredyt mieszkaniowy. Urządzamy tenże kredyt, nazywając to wiciem gniazda. Niedługo po tym, jesteśmy już jedną nogą w fazie numer 3, bo w gnieździe pojawiają się pisklęta. No właśnie.

 U innych tak, u nas nie

Wystarczy, że rozejrzę się wokół siebie i choć nie jest to reprezentatywna grupa Polaków, wysuwam jeden wniosek. Wszystkie znane mi pary 2+dziecko mają ten sam problem. Każda z nich miała swoje mniejsze lub większe kłopoty, krótko po tym jak w ich idealnym życiu pojawiło się dziecko. Co za absurd! Przecież wszyscy wiemy, że większe szczęście niż dziecko spotkać człowieka nie może. A mówili, ostrzegali… Wiele mądrych osób powtarzało, żebyśmy pamiętali, że to my jesteśmy najważniejsi. Że to dzięki nam przyszły na świat te cudowne i piękne istoty. Że to my musimy być na pierwszym miejscu. Że dzieci podrosną i wyfruną, a my zostaniemy dla siebie obcy… Będąc na pograniczu fazy 1 i 2, słuchaliśmy i przewracaliśmy oczyma. Wtedy były to takie oczywiste prawdy. U innych par tak pewnie się dzieje, ale my nie będziemy mieli takich problemów. I chichocząc, dawaliśmy sobie pysia w sam czubeczek noska.

sandra-kaczmarek-mamaratonka-macierzynstwo-relacje-malzenstwo

Dobra, ja to zrobię”

Nagle jesteśmy po uszy w fazie numer 3: w naszym domu pojawia się gość. Nie daj Boże, że jest ich więcej. To taki gość, który się wprowadza i trzeba go obskakiwać z każdej strony. Spokojnie, oczywiście nadejdzie dzień wyprowadzki. Za około 18 lat, a że czasy są jakie są, śmiem zakładać, że później. I tak kolejno: karmić, kąpać, przewijać, czytać na głos, śpiewać. Obsługa ta bywa męcząca, niewyspanie i koktajl hormonalny dają w kość. Ty, jako mama i główna koordynatorka tego bałaganu, narzekasz, że jest Ci ciężko. Całą cierpliwość, jaką zdołasz wykrzesać, pozostawiasz dla dzieci. Natomiast Twój partner jest na spalonej pozycji. Jest już przecież duży i samodzielny, więc skoro masz już dodatkowe buzie i tyłki do obrobienia, zakładasz, że będzie czytał w Twoich myślach. Zamieniasz się w domowego dyktatora, jak tornado wszystko ogarniasz, wydajesz rozkazy, to Ty jesteś tutaj Szefem Życia. Niezastąpionym. W końcu samiec swoją pracę już wykonał, niech zejdzie Ci z drogi. Cokolwiek próbuje robić przy dzieciach, robi to źle. Nawet kiedy bierze się za zmianę pieluchy… No ręce opadają. Już wolisz sama przewinąć, bo w napisie PIELUCHA lewy rzep nie może przekraczać literki E, a prawy C. Przecież tyle razy to powtarzałaś! Wszystko źle, no wszystko źle. Wykład o rzepie kończy się kultowym postulatem: „dobra, ja to zrobię…”. No więc robisz. A na świecie co minutę miliony ojców przewijają swoje dzieci i śmiem twierdzić, że każdy z nich robi to inaczej. Każdy stara się tak samo. Czy rzep pieluchy wpływa na szczęście dziecka? Nie. Ale zestresowani rodzice już tak.

Sama dzieci nie zrobiłam…

Kiedy napięcie zaczyna osiągać swoje apogeum, biorę głęboki oddech. I usiłując zatrzymać się w tym oku cyklonu codzienności staram się po prostu… odpuszczać. Wtedy wracam myślami do tych mądrych słów, jakie słyszeliśmy chwilę przed tym jak staliśmy się małżeństwem. Teraz wiem, jak bardzo te życzenia były mądre i ważne. I kiedy udaje mi się wyjść z zasiek codzienności, patrzę na Polę, Leona, patrzę na Maćka i… doceniam, po prostu doceniam. Bo w końcu dzięki komu mam te cudowne dzieci jak właśnie nie dzięki niemu?

mamaratonka-macierzynstwo-relacje-malzenstwo-sandra-kaczmarek

Bądź z nami na FACEBOOKU & INSTAGRAMIE

 

Sandra K.

mamaratonka.pl, czyli i mama (2x), i maratonka (7x). O tym jest ten blog, o dwóch wielkich radościach: macierzyństwie i bieganiu. Nie zabraknie tu biegowych porad, zdrowych przepisów i życiowych przemyśleń. mamaratonka.pl to miejsce dla ambitnych mam z pasją, w którym wzajemnie będziemy się inspirować, łamać konwenanse jak życiówki, trzymać dystans i żartować… A przede wszystkim wspierać w tym naszym codziennym słodko-gorzkim chaosie.

  • Aleksandra Daniszewska

    Uwielbiam ten post. Uwielbiam Was. I nie byłabym sobą… przypomniały mi się nasze rozmowy o…. zasłonach w kuchni :P:P:P <3

    • Kto jak kto, a Ty znasz wiele naszych małżeńskich historyjek 😀 Zasłony pojawiły się przed Leonem czy po, bo już nie ogarniam? 😉 Jeśli były skuteczne, to powinny pojawić się PRZED, ha!

  • Jedno jest pewne: jak się ma dzieci, to już nigdy nic nie jest takie samo… My sami się zmieniamy, nasz partner też, nasza relacja we dwoje i tworzymy kolejną relację. A że są wzloty i upadki… Któż ich nie ma! W tych trudnych chwilach warto po prostu pamiętać, co jest dla nas najważniejsze w życiu.

    • Dokładnie tak. Ważne jest to, co napisałaś, że tworzymy kolejną relację.

  • o rany bardzo inspirujący tekst! ja jeszcze nie mama, ani nawet żona ale już bym chciała powoli zdobywać wiedzę. Raz co raz słyszę, że „najpierw mąż a potem dziecko” a wiele mich koleżanek zupełnie nie przestrzega tej zasady i niemal topnieje z miłości do nowo poczętego niemowlęcia. A facet w odstawkę. Ciężko zrozumieć, że nie powinno tak być..

    • No właśnie. Facet nie idzie w odstawkę, kiedy jest tak samo /podobnie zaangażowany i ma równie zajęte ręce jak mama 🙂

  • Czy jest tęsknota za którąś fazą? Wygląda na to, że weszłaś w to wszystko naturalnie i to jest super, chociaż dla mnie to jeszcze takie … abstrakcyjne 😛

    PS Śliczna jesteś!

    • Za każdą. Wieczór we dwoje bez dzieci? BEZCENNY! Już w drodze na kolację włączamy w aucie muzykę „na full” z radochy. A przy kolacji wymieniamy się zdjęciami dzieci.. Taka abstrakcja. Jeśli chodzi o ostatnią fazę (która również dzieli się na etapy przez różny wiek dzieci 😉 to dodam, że nawet teraz, w fazie „dwójka dzieci”, kiedy jest dość ciężko czasami, to wieczorem, kiedy dzieci już śpią żałujemy, że tak szybko rosną… I wiemy, że będziemy bardzo tęsknić za każdym etapem ich życia. Już nam smutno, że Leon za chwilę przestanie być radosnym bobasem z pełną pieluchą, a Pola wygadanym przedszkolakiem 🙁

  • Bardzo mądry wpis! Dopiero wszystko przede mną, ale przeżyłam z moim chłopakiem tak wiele lat, że znajomi śmieją się, że jesteśmy jak stare małżeństwo 😀 I pomimo, że dzieci jeszcze nie mamy, to gdy spędzamy razem cały dzień, zdarza mi się podobnie zachowywać. Wszystko chcę robić sama, wkurzam się, że mój K. robi coś nie tak jak powinien, że za wolno, że nie czyta mi w myślach… A potem biorę głęboki wdech i staram się uspokoić. Czytałam gdzieś ostatnio mądry artykuł, że przez takie zachowanie faceci tracą pewność siebie i generalnie psuje to relacje w związku. Tak więc kobietki, czasem warto wyluzować i pozwolić wykazać się swojemu mężczyźnie. A potem z uśmiechem pochwalić, jakiego to pomocnego i męskiego faceta mamy w domu. Sprawdzony patent – polecam! 🙂

    • Tak jest! Oj tak, chwalić trzeba. Nie znam nikogo, kto czasem nie lubi usłyszeć czegoś dobrego na swój temat 😉 My nawet się z tego śmiejemy i kiedy któreś z nas „wymusza” pochwalenie za daną czynność to nazywamy to żartujemy, że przyszedł do naszego domu „Pan Pochwałek”

  • Aktualnie wchodzę w fazę 2. i dobrze znane jest mi to całe świergolenie nawzajem. Przebywam również wokół par, w fazie 1. i 2. Aczkolwiek lubię czytać takie wpisy, jak Twój, które zapowiadają jak może być oraz uczą. Mam bardzo dojrzałego narzeczonego (nie wiekiem, a mentalnością) dzięki czemu niż dziś wyczula mnie na myślenie o naszym rodzinnym podium.
    Najbardziej spodobało mi się jedno z ostatnich zdań u Ciebie: „…patrze na Polę, Leona, patrzę na Maćka i… doceniam, po prostu doceniam” – tak proste, a tak często pomijane!
    Świetne miejsce!

  • Ten etap jeszcze przed nami, trochę się obawiam, ale z drugiej strony czekam z niecierpliwością 😊

    • Niczego się nie obawiaj, to samo życie, cudowne życie! W tym poście pokazałam się od strony…domowej zołzy, ale ten post to taka mała spowiedź 🙂

    • Niczego się nie obawiaj, to samo życie, cudowne życie! W tym poście pokazałam się od strony…domowej zołzy, ale ten post to taka mała spowiedź 🙂

  • 60plus

    Pięknie i mądrze..Ten Twój mąż to szczęściarz niebywały…….

    • Małżonek po przeczytaniu posta był tak szczęśliwy, że „wyprowadził” mnie do salonu. Co w naszym domu znaczy, że mogłam przespać całą noc, a on dobrowolnie udał się na nocny dyżur 🙂

    • Małżonek po przeczytaniu posta był tak szczęśliwy, że „wyprowadził” mnie do salonu. Co w naszym domu znaczy, że mogłam przespać całą noc, a on dobrowolnie udał się na nocny dyżur 🙂