Maraton w minutkę. Relacja z 38. Maratonu Warszawskiego

Plan miał być ambitny, jak to plany mają do siebie: 3h45min. Maraton niestety wyszydził te moje marzenia, przeżuł i wypluł. 38. Maraton Warszawski przechodzi do historii jako poporodowe 42km195m „na przetarcie” i ku pokorze z najpiękniejszą metą, jaką mogłam sobie wymarzyć. Poprawiona życiówka z Barcelony 2015 o minutkę. MINUTKĘ. Siedzę i się z siebie śmieję. Najważniejsze jednak, że wróciłam do gry!

maraton-warszawski-mamaratonka-sandra-kaczmarek

Pociążowy głód biegowy

W kwietniu urodził się Leon, w lipcu zrobiłam badania wytrzymałościowe, żeby zobaczyć co w trawie piszczy. Od tego czasu czułam, ze mogę biegać już bardziej na serio, mniej zachowawczo. W sierpniu zgłosiłam się do trenera Kamila, który miał mnie mądrze prowadzić za rękę, abym na biegowym głodzie nie zrobiła sobie krzywdy. W międzyczasie coś zapaliło mi się w prawej kostce i dwa tygodnie praktycznie wypadły z planu. Te perturbacje jednak nie pozwoliły zapomnieć o marzeniu 3h45’.

maraton-warszawski-mamaratonka-sandra-kaczmarek

Żelbetony

Plan przebiegnięcia maratonu był taki: pierwsze 10km w 5’25”, kolejne w 5’20”, po 20. km miałam przyspieszyć do 5’15″, a po 30. km gnaaać ile fabryka dała. I ja to wszystko prawie zrobiłam, tylko odwrotnie 🙂 Wyżej zaprezentowana strategia negative split, czyli biegu z narastającą prędkością, zarezerwowana jest dla dojrzałych biegaczy. Ja jeszcze muszę poczekać. Wszystko szło w miarę dobrze do 25. km. Później już nie było tak łatwo. Obiecałam sobie, że „trochę odpocznę” i od 30. km ruszę z kopyta, bo to „tylko głowa”. I rzeczywiście ruszyłam. Czując wiatr we włosach, pomyślałam, że jednak muszę zwolnić, bo na moje oko zaczęłam biec w tempie 5’0” i zaraz spuchnę kompletnie. Spojrzałam na Garmina, a tam 5’30”… I wtedy już wiedziałam, że tych dwóch żelbetonów zamiast nóg po prostu nie ruszę. Założony cel odpuściłam i po prostu biegłam, starając się raczyć widokami Warszawy, cierpiąc trochę i marząc o Maćku z dziećmi na mecie. Na ostatnim kilometrze przyspieszyłam jakimś cudem, żeby chociaż poprawić wynik o minutę.

maraton-warszawski-mamaratonka-sandra-kaczmarek

A na mecie… Maciej z transparentem mamaratonka.pl i dzieci, moje cudowne, wspaniałe dzieci… Wycałowałam wszystkich od stóp do głów, szczęśliwa, że już mogę być z nimi. Po chwili dołączyła Daga z medalem za bieg LEON ULTRAMARATHON: 756 km, czyli medalem za wszystkie ciążowe kilometry z Leosiem w brzuchu. To była najpiękniejsza meta ze wszystkich.

maraton-warszawski-mamaratonka-sandra-kaczmarek

To już jest koniec…

… nie ma już nic, jesteśmy wolni, możemy już iść… No właśnie. Człek przeklinał ostatnie 10 km, a teraz jest mu smutno, że może IŚĆ. Z tymi parszywymi maratonami to tak właśnie jest… I pewnie za to je kochamy i na jednym nie poprzestajemy. Kolejny maraton przeszedł do historii, a ja pozbierałam cały worek wspaniałych emocji – i tych przedstartowych, i tych deserowych, zebranych podczas mierzenia się z samym dystansem. O przeżyciach na mecie, czyli wiśni na torcie po każdym maratonie nie wspominając… Dzisiaj na zimno podsumowuję: wczoraj cię przeklinałam, dziś, już po porannym rozciąganiu, wyznaję: maratonie, I love you.

Ostatnie kilka słów podziękowań dla:

  • Macieja – wiem, jak upierdliwe były wszystkie postulaty „Słuchaj, dzisiaj muszę zrobić xx km, zajmiesz się dziećmi?”
  • Dagi & Oli <3 Dziękuję! Za każde klepnięcie po plecach, za doping na mecie… I Daga – ten ultra medal rozczulił mnie do łez…
  • Marty za pomoc w ogarce dzieciąt na czas biegu
  • Zbyszka za kubek wody na 34 km!
  • Kamila – za cierpliwość i studzenie. Finalnie – no miałeś rację, miałeś rację… Jeszcze musisz się ze mną trochę przemęczyć
  • Kasi – za wspólne przygotowania przedstartowe. Swoją drogą… Debiutancko złamać czwórkę? You rock girl!
LEON ULTRAMARATHON <3

LEON ULTRAMARATHON <3

maraton-warszawski-mamaratonka-sandra-kaczmarek

Marta z Bartkiem, Olka, Leon, Pola, Maciuś i mamaratonka.pl w tle, a w drodze Daga z Tomkiem, obok łapiąca oddech Kasia. I… Minionek po prawej 😀

Bądź z nami na FACEBOOKU & INSTAGRAMIE <3

Sandra K.

mamaratonka.pl, czyli i mama (2x), i maratonka (7x). O tym jest ten blog, o dwóch wielkich radościach: macierzyństwie i bieganiu. Nie zabraknie tu biegowych porad, zdrowych przepisów i życiowych przemyśleń. mamaratonka.pl to miejsce dla ambitnych mam z pasją, w którym wzajemnie będziemy się inspirować, łamać konwenanse jak życiówki, trzymać dystans i żartować… A przede wszystkim wspierać w tym naszym codziennym słodko-gorzkim chaosie.