Bieganie jak narkotyk, czyli głowa na mecie… (maratonu)

Pierwszy maraton przebiegłam we wrześniu 2014 roku, czyli dokładnie 2 lata temu. I choć dzisiaj to odgrzewane kluski, to ta relacja po prostu musi się tu znaleźć. Ten debiut w maratonie był zbyt ważny emocjonalnie, żeby go nie opisać. O biegowych randkach będzie później. Zacznijmy jednak od ślubu.

Myślałam „maraton” i od razu miałam pełne portki. Przerażała mnie sama myśl zmierzenia się z tym tasiemcem. Start przypadał na 9 miesięcy po narodzinach Poli, a 5 miesięcy od pierwszej życiowej dychy. Poradniki biegowe huczały, że do pierwszego maratonu trzeba przygotowywać się co najmniej rok. Byłam pełna obaw, podjęłam jednak damską decyzję: BIEGNĘ. W tym całym przedsięwzięciu, nie zanudzając technikaliami, plan treningowy starałam się wykonywać jak uczeń z pierwszej ławki. Zaliczyłam wiele długich wybiegań, kontrolowałam tętno, skrupulatnie się rozciągałam, masowałam na wałku i cierpliwie regenerowałam. Byleby nie rozsypać się w iście amatorskim stylu. Kiedy zaczęły męczyć mnie te długie drepty, zaczęłam marzyć o starcie – wisience na torcie po tej harówce.

Jeszcze tylko 2 km i 195 m…

Z każdym z biegaczy można było wymienić solidarne, porozumiewawcze spojrzenie.

W końcu nadszedł dzień maratonu. Spałam zaledwie cztery godziny, z odsieczą przyszła moja nowa przyjaciółka – adrenalina. Na miejscu spotkałam się z Dagą, moją biegową siostrą, wówczas także debiutantką. Podręcznikowo wysmarowałyśmy się wazeliną, stresowe siku i jazda na start. W powietrzu było czuć zapach mentolu i pełną ekscytację kilku tysięcy maratończyków. Z każdym z biegaczy można było wymienić solidarne, porozumiewawcze spojrzenie. Mimo różnych pobudek i celów, wszyscy byliśmy równi. Każdy z nas dobrowolnie miał do pokonania 42 kilometry i 195 metrów. To był nasz dzień.

„Mamo, jesteś jak ta Kenijka”

Wystartowałam. Na niebie pełne słońce, na trasie roześmiani kibice. Atmosfera biegu była fantastyczna. Po 10. kilometrze wbiegłam do długiego, ciemnego tunelu wzdłuż Wisły. Słychać było niosące się echo… fortepianu i wzruszający śpiew chórku, zagrzewający biegaczy do boju. Wzdłuż tunelu ustawione były wielkie ekrany, na których wyświetlały się krótkie filmy motywujące. W trakcie tych kilkudziesięciu metrów zobaczyłam nagranie z udziałem dopingujących dzieci, które w rękach trzymały ręcznie zrobiony transparent z napisem „Mamo, jesteś jak ta Kenijka”… To był widok, który trafił prosto w moje serce… Wzruszyłam się do łez, biegłam, lecz nie mogłam się uspokoić. To był właśnie ten moment, kiedy zdałam sobie sprawę, jak bardzo jestem szczęśliwa. Te roześmiane buzie przypomniały mi o mojej nowej i wielkiej miłości, o mojej córeczce. Myślałam o niej do końca biegu, tęskniąc i nie mogąc się doczekać milionów całusów, którymi ją obsypię na linii mety. Ten moment zapamiętam do końca życia. Cudowna, tylko moja chwila.

maraton-warszawski-mamaratonka-sandra-kaczmarek-pierwszy-maraton

Na tym zdjęciu widać kibicującego Maćka z Polą w nosidle <3

Wzruszyłam się do łez, biegłam, lecz nie mogłam się uspokoić. To był właśnie ten moment, kiedy zdałam sobie sprawę, jak bardzo jestem szczęśliwa.

Kryzys pojawił się na 35. kilometrze. Walczyłam. Tempo spadało, wiedziałam już, że nie złamię 4 godzin, ale czas już był nieistotny. Chodziło o coś ważniejszego. Pojawił się Stadion Narodowy, zaczynałam wyczuwać metę. Wbiegłam na płytę stadionu, po prawej stronie dostrzegłam mojego Maćka i Poleńkę. Czułam, że to kolejny, bardzo ważny moment w moim życiu… Straciłam panowanie nad emocjami, nerwy puściły, zalałam się łzami radości i czułam, że żyję. Czułam szczęście absolutne. Na linii mety doceniłam życie i spokorniałam, na chwilę przestając wymagać od siebie, od innych… Te ostatnie cztery godziny i siedem minut dostarczyły mi tylu wrażeń, dały tak wiele pięknych chwil… Chwil, których nie zapomnę do końca życia.

maraton-debiut-pierwszy-maraton-mamaratonka.pl

42 KM 195 M – UDAŁO SIĘ!

Bądź ze mną na FACEBOOKU & INSTAGRAMIE

Sandra K.

mamaratonka.pl, czyli i mama (2x), i maratonka (7x). O tym jest ten blog, o dwóch wielkich radościach: macierzyństwie i bieganiu. Nie zabraknie tu biegowych porad, zdrowych przepisów i życiowych przemyśleń. mamaratonka.pl to miejsce dla ambitnych mam z pasją, w którym wzajemnie będziemy się inspirować, łamać konwenanse jak życiówki, trzymać dystans i żartować… A przede wszystkim wspierać w tym naszym codziennym słodko-gorzkim chaosie.